Steve Gunn – Way Out Weather

Rubieże amerykańskiego folku.  

Chyba Stany Zjednoczone nigdy nie przestaną mnie zachwycać pod względem ilości talentów muzycznych, których konsekwencja w działaniu i opór są godne co najmniej podziwu.

Moglibyśmy się tylko przerzucać się argumentami, czy ci z Nowego Jorku są lepsi od tych z Kalifornii, bądź czym się wyróżniają muzycy z Teksasu? Tym razem zatrzymamy się w Nowym Jorku, gdzie mieszka Steve Gunn – gitarzysta, kompozytor i wokalista. Można śmiało powiedzieć, że jego prawie 15-letnia kariera doskonale obrazuje, czym jest konsekwentne dążenie do celu.

Swoje pierwsze poważne kroki Gunn stawiał w zespołach Moongang i Magik Markers, później nadszedł czas na trio GHQ, w którym obracał się wokół psych-dronowej estetyki. Wielokrotnie wspomagał na koncertach Kurta Vile’a i grupę The Violators. Ma na koncie też współpracę z Michaelem Chapmanem, Mike’em Cooperem czy Black Twig Pickers. Jego ciągoty do dekonstruowania folku/bluesa były tak naprawdę widoczne od samego początku, ale niekoniecznie od razu dało się zauważyć jego talent wokalny. Nie wiem czy to nieśmiałość, czy też brak wiary w swoje możliwości blokowały Gunnowi dalszy rozwój. Najłatwiej sobie wytłumaczyć, że może nie był to jeszcze ten czas, aby z wypiętą piersią stanąć przed mikrofonem. Przełomowym longplayem, jeśli chodzi o śpiew, okazał się być „Boerum Palace” z 2009 roku, kiedy to Gunn pokazał, że potrafi znakomicie frazować. 

Ważnym momentem w życiu artystycznym Gunna było wydanie płyt nagranych w duecie z perkusistą Johnem Truscinskim – „Sand City” (2010) i „Ocean Parkway” (2012). Tam dał upust swoim fascynacjom jazzową psychodelią w stylu Sun Ra, noise rockiem, muzyką marokańską, jak też postawił mocny akcent w obrębie współczesnej muzyki gitarowej. Jednak dopiero w ubiegłym roku muzyk na solowym krążku „Time Off” (Paradise of Bachelors) podszedł z pełną odwagą do śpiewania, co też uczynił na swoim najnowszym albumie „Way Out Weather” (Paradise of Bachelors, 2014).

Jestem pod dużym wrażeniem dwóch pierwszych kompozycji „Way Out Weather” i „Wildwood”. Ta pierwsza trochę w stylu ostatniej produkcji Becka, ale pokazująca niesamowitą charyzmę i głębię w głosie Gunna, no i piękne gitarowe melodie, zaś w drugiej mamy zgrabnie połączony fingerpicking z klasyczną formą piosenki. Nie przegapcie tych numerów! Na tym oczywiście nie kończy się ten materiał, bo nagrania „Milly’s Garden” i „Fiction” prowadzą nas w rejony projektu Iron & Wine, ale z tego dobrego okresu (np. „The Shepherd’s Dog”). Kolejną kapitalną próbkę wokalnych możliwości Gunna odnajdziemy w „Shadow Bros” i w nastrojowej balladzie „Atmosphere”, w której jego głos – i to w przemiły sposób – rozpływa się w pogłosie. Trzeba dodać, że na „Way Out Weather” Gunna wspiera wielu świetnych instrumentalistów, takich jak Jason Meagher, John Truscinski, Nathan Bowles, James Elkington czy Mary Lattimore. Płytę zamyka fantastyczne, transowe nagranie „Tommy’s Congo” z nutką tuareskiego bluesa z okolic Bombino. 

Album „Way Out Weather” jest wybornym podsumowaniem obecnego etapu kariery Steve’a Gunna, ale też odważnym krokiem w przód, gdyż na naszych oczach dokonał się pełen proces transformacji amerykańskiego artysty, zamieniającego się w dojrzałego autora tekstów, wokalistę i lidera zespołu.   

Tekst ukazał się na IrateMusic.pl, 2014.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Create a website or blog at WordPress.com

Up ↑

%d blogerów lubi to: