Blonde Redhead – Barragán

Kochamy zmiany.

Zastanawialiście się, jak będzie wyglądał nowy album nowojorczyków? Odpowiedź jest jedna: Amerykanie za każdym razem przemalowują na nowo swoją muzykę.

Spora część zespołów rockowych/alternatywnych – i to nie tylko tych z USA, które zaczynały swoją karierę w latach 90., niestety odeszły w niepamięć lub najzwyczajniej w świecie nie zdołały udźwignąć ciężaru zmian, jakie przyniosły lata dwutysięczne. Z pewnością do tej grupy zaliczyłbym Gastr del Sol czy Bark Psychosis, a z kolei taki Mogwai już ledwo zipie…  

Formacja Blonde Redhead powstała w 1993 roku i na początku działała jako kwartet, a od 1995 roku jako trio. Nazwa zespołu wzięła się z piosenki Arto Lindsaya „DNA”. Pierwsze ich albumy ukazały się nakładem Smells Like Records, którego właścicielem jest perkusista Sonic Youth, Steve Shelley. Tegoroczną płytę „Barragán” wyprodukował i zmiksował Drew Brown (Beck, Radiohead, The Books, Lower Dens, Sandro Perri), zaś materiał zarejestrowano w Key Club Recording w Benton Harbor (Michigan) i The Magic Shop w Nowym Jorku.

Tytułowe nagranie „Barragán” sygnalizuje, że artyści postanowili wyciszyć się i odejść od noise rockowego grania, z którego są bardzo dobrze znani, wybrali zaś minimalizm i przede wszystkim budowanie nastroju. Po nieco sennym początku płyty dostajemy bardziej dynamiczny numer „Dripping” ze znakomitą linią wokalu Amadeo Pace’a i rozedrganym brzmieniem syntezatora w tle. Bardzo przyjemnie pulsuje moje ciało przy surowych dźwiękach basu w „Cat On Tin Roof”, gdzie do tego dochodzą kapitalne dźwięki gitary i wokal Kazu Makino. „The One I Love” to urocza balladka w stylu Björk, zaś gitarowego riffu w numerze „No More Money” mogą im pozazdrościć zarówno Kevin Shields z My Bloody Valentine, jak też Sarah Worden (aka My Brightest Diamond). W „Mind To Be Had” członkowie Blonde Redhead obrali kurs na wyspę zwaną synth-popem.

Porwało mnie również rozbudowane „Defeatist Anthem (Harry & I)” nawiązujące do Radiohead, lecz dzięki klawesynowemu kontrapunktowi, drumli i dubstepowych sampli wokalnych, muzykom udało się bezpiecznie oddalić poza krąg oczywistych skojarzeń. Choć moim utworem numer jeden pozostaje fantastyczny „Penultimo”, gdzie wokal Amadeo Pace’a brzmi niczym śpiew Neila Young, a partia klawesynu została trafiona w punkt. Wyciszona końcówka albumu należy do kompozycji „Seven Two”, a w niej mamy piękny głos Kazu Makino rozpływający się w efektach.

Będę się upierał, iż płyta „Barragán” jest jedną z najbardziej świeżych w całej dyskografii Blonde Readhead. Nie ma mowy o jednostajności czy banalnych konstrukcjach typu: refren-zwrotka-refren. Całość jest bardzo spójna, choć miejscami można było jedynie pokusić się o zdecydowanie więcej radykalnych rozwiązań, niekiedy trochę przegięli ze zmiękczaniem swojego stylu. Niemniej jest to i tak bardzo udany materiał, z którym trudno się rozstać.

 

Tekst ukazał się na stronie IrateMusic.pl, 2014.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Create a website or blog at WordPress.com

Up ↑

%d blogerów lubi to: