LAM – LAM

Wacław Zimpel zainicjował kolejny projekt, którym można chwalić się na wszystkie strony świata.

Na początku tego roku Zimpel wydając znakomity solowy album „Lines” (Instant Classic) mocno podkreślił fakt, że najwyższy czas „wyluzować”. Ten wyjątkowy klarnecista i kompozytor udziela się bądź sam współtworzy wiele składów kojarzonych z szeroko pojętą muzyką improwizowaną czy free jazzową. Wystarczy wymienić Herę, Undivided, Wacław Zimpel Quartet, ToTu Orchestrę, Irchę czy Switchback.

„Lines” to autorski ukłon Zimpla w stronę amerykańskich minimalistów z lat 60. i 70., gdzie oprócz brzmień klarnetu, zagościły także dźwięki organów Hammonda wprawione przez niego w repetytywny trans. Wydaje mi się, że trio LAM (Wacław Zimpel, Hubert Zemler, Krzysztof Dys) można w pewnym sensie traktować jako przedłużenie ścieżki, jaką artysta wyznaczył  krążkiem „Lines”. Choć Zimpel tłumaczy to w następujący sposób: „Po rozwiązaniu Hery, przez dłuższy czas nie miałem working bandu. Miałem tylko składy międzynarodowe, z którymi nie byłem w stanie grać tak często jakbym chciał. Tak narodziła się potrzeba stworzenia zespołu, z którym mógłbym intensywnie pracować. Zaprosiłem do współpracy muzyków, którzy przebyli podobną drogę muzyczną do mojej. Wszyscy od dziecka studiowaliśmy muzykę klasyczną, graliśmy jazz, następnie otwierając się wiele innych stylistyk. Myślę, że dzięki temu, w podobny sposób rozumiemy pojęcia dotyczące materii muzycznej”.

Pierwsze trzy kompozycje („Lam 1 (Part One, Part Two)”, „Lam 2”) mogę jedynie porównać do stanu, w którym kompletnie zapominam o wszystkich aspektach technicznych instrumentalistów wykorzystujących w tym przypadku klarnety, tarogato, fortepian, perkusję i metalofony. Artyści odwołując się (ale nie wprost) do minimalizmu, szukają wspólnego języka, a przy tym wkraczają na pole dźwiękowej synestezji. Są momenty, kiedy pod wpływem emocji i wrażliwości ich twórczość nabiera niecodziennych barw. Należy zaznaczyć, że całość upiększył elektroniką mooryc. On także nadał ostateczny szlif płycie „LAM”. Ale na tym nie koniec. Po tych wyciszonych fragmentach, niespodziewanie wkraczają ożywione partie fortepianu Dysa – tym razem zagrane w stylu Steve’a Reicha, zaś perkusyjna mozaika Zemlera tworzy kolejną warstwę tego kilkuczęściowego utworu, tym samym, torując przestrzeń dla świetnej klarnetowej solówki Zimpla.  

LAM w moim rozumieniu to Largo trans, Allegro groove i Mooryca czar.

02.10.2016 | Instant Classic

  

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Create a website or blog at WordPress.com

Up ↑

%d blogerów lubi to: